Danuta Stankiewicz
Playboy

Zaśpiewała już wiele przebojów, lecz najczęściej jej nazwisko kojarzy się z piosenką „Wernisaż". Sama mówi, że wykonuje „muzykę środka". Oznacza to utwory melodyjne, łatwo wpadające w ucho. „Nie zamierzam nikogo pouczać, ani naprawiać świata" - twierdzi. Ma dobry głos, świetną dykcję i staranne wykształcenie muzyczne.

Kiedyś mówiono nawet, że jest „cudownym dzieckiem", choć sama uważa, że wielkie zamiłowanie do teatru, poezji i piosenki nie jest niczym wyjątkowym. Zaczynała w zespole „Gawęda", potem w trzy lata opanowała pięcioletni program Szkoły Muzycznej II stopnia na wydziale wokalnym. Marzyła o aktorstwie i dlatego zdawała do PWST, ale zabrakło jej paru punktów. „Wtedy była moda na słodkie blondynki, namawiali mnie, żebym próbowała za rok - wspomina - ale szkoda mi było czasu." Bez trudu zdała za to do Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, którą ukończyła z wyróżnieniem. Ukształtowali ją Zofia Bregy i Aleksander Bardini, którzy wciąż są dla niej największymi autorytetami. Jako jedyna polska piosenkarka wyjechała do Paryża na półroczne stypendium rządu francuskiego. Tam szlifowała zawód, a w wolnych chwilach uczyła się tańca i makijażu.

Z Paryża wróciła jako prawdziwa dama. Starannie dobierała repertuar, współpracowała z dobrymi kompozytorami i tekściarzami. Choć w telewizji nie pokazywała się zbyt często, ludzie znali jej piosenki i chętnie kupowali kasety. Nie tak dawno zaskoczyła środowisko nagraniem płyty religijnej „Divide amorom internos" (Dzielmy miłość między nas). Sama wręczyła ją papieżowi; z jej powodu została także zaproszona na prywatną audiencję u prymasa Józefa Glempa. Stukano się wtedy w czoło i mówiono, że jej „odbiło". Nie przycichł jeszcze szmerek po tym wydarzeniu, kiedy wybuchł prawdziwy skandal: Stankiewicz sięgnęła bruku! Ta grzeczna, święta panienka nagrała kasetę z niewybrednymi piosenkami, zatytułowaną „Erotyczne bajki chodnikowe". „Prawda to czy żart" - pytano ją. „Najprawdziwsza prawda" - odpowiadała bez żenady. Skandal trwa,bo piosenkarka na podstawie kasety opracowała spektakl taki „Erotyczne bajki dla dorosłych, czyli o seksie na wesoło". Występuje dość odważnie rozebrana opowiadając swoje bajeczki „na żywo".

Jest bardzo zapracowana, bo aktywnie uczestniczy w charytatywnych koncertach na rzecz łomżyńskiej Fundacji SKAR, która zajmuje się ludźmi niepełnosprawnymi, a szczególnie dziećmi z porażeniem mózgowym. Danuta Stankiewicz pełni w niej funkcję społecznego dyrektora ds. kultury i sztuki. Wyśpiewała i wytargowała dla chorych dzieci już niejedną złotówkę. Choć jest zaganiana, znalazła jednak chwilę dla PLAYBOYA, którego bardzo lubi i chętnie odpowiedziała na dwadzieścia pytań Małgorzaty Puczyłowskiej.

1. Tego jeszcze w polskiej piosence nie było: szanująca się piosenkarka półnago wyśpiewuje na estradzie sprośne kawałki. Podobno szerzy pani pornografię i deprawuje ludzi...

Ach, deprawować jest cudownie! A szczególnie młodszych od siebie mężczyzn. Kiedyś robiłam to nagminnie, bo ja tylko tak niewinnie wyglądam... Już się nawet zaczęłam martwić, że się ostatnio zrobiłam zbyt spokojna. Co do pornografii, to któż tak naprawdę jej nie lubi? Proszę popatrzeć, co się dzieje w wypożyczalniach video. Każdy, choć wstydliwie, chowa za pazuchę jakiś pikantny filmik na uroczy wieczór z żoną. No, jeśli nie z żoną, to na pewno z kochanką... Zapewniam, że oglądając to ludzie wcale się nie czerwienią. Schody zaczynają się dopiero, gdy próbują o tym mówić. Po prostu jesteśmy narodem pruderyjnym. Ja nie ukrywam, że lubię pornografię. Musi być tylko dobrze podana, no i, naturalnie, dozwolona od lat osiemnastu. Obawiam się jednak, że moje piosenki z „Erotycznych bajek dla dorosłych, czyli o seksie na wesoło", nie są wcale pornograficzne. Jest tam, co prawda, Czerwony Kapturek kochający się z wilkiem i Marysia uwiedziona przez krasnoludki, lecz to tylko zabawne pastisze. Nie zamierzałam gorszyć, lecz bawić. Lubię śpiewać różne bajki.

2. W piosence o „Ali Babie i czterdziestu rozpustnikach" występuje bohaterka co to „wciąż spragniona była, więc się świeczką dopieściła". To średnio subtelna bajeczka.

Śpiewam o masturbacji, a więc o normalnym ludzkim zachowaniu. Przecież każdy człowiek to robił, robi albo będzie robił. Jeżeli onanizm jest pornografią, to dokąd zmierza ten świat? W tych bajeczkach opowiadam także o innych zjawiskach, które przecież istnieją wśród nas, czy tego chcemy czy nie. Na przykład homoseksualizm. „Nie pomoże żaden kociak, kiedy chłop ma inny pociąg" - śpiewam. Powinniśmy zaakceptować cudzą inność, a nie ją potępiać, bo przecież to nie orientacja seksualna świadczy o nas. Znam wielu homoseksualistów, którzy nie kryją się ze swymi skłonnościami, i są to naprawdę fantastyczni ludzie.

3. Jednak do niedawna nieco inaczej dobierała pani repertuar: piosenki literackie, kołysanki dla dzieci, kolędy, religijna płyta dedykowana papieżowi. Czy taki skok w kierunku ostrej erotyki nie jest zbyt szokujący?

Artysta ma prawo do różnych środków wyrazu. Kiedy nagrałam Divide amorem, byłam posądzana o dewocję, nawiedzenie, a nawet koniunkturalizm. Tymczasem ja po prostu zrealizowałam swoje marzenie. Czekałam cztery lata, nim znalazł się sponsor. Przecież tam również mówię o tolerancji i miłości. Cieszę się, że swoją płytę mogłam osobiście wręczyć Ojcu świętemu. Było to cudowne przeżycie, a także mój sukces zawodowy i osobisty. Lecz to już zamknięty rozdział. Wiara, nadzieja i zaduma są takimi samymi składnikami życia jak seks. Dziś wolę śpiewać o tym drugim.

4. Ale my nie jesteśmy przyzwyczajeni do piosenek na takie tematy. Nazywa się to oględnie świntuszeniem...

Jeżeli tak, to świntuszą wszyscy. Seks jest niezwykle przyjemny i zajmuje najważniejsze miejsce w naszym życiu. O tym, że tak jest, świadczy fakt, że posługując się motywami seksu sprzedaje się dosłownie wszystko: filmy, kosmetyki, alkohol czy samochody. Kiedyś w Austrii zwrócił moją uwagę piękny plakat: zmysłowa para reklamowała olej silnikowy. Kto by zwrócił uwagę na butelkę oleju? A przecież pamiętam tę reklamę do dziś. Wszystko dlatego, że było w niej tyle dobrze sprzedanego seksu.

5. Zejdźmy jednak z plakatu do alkowy.

Bywają ludzie, którzy latami nie mogą dojść do porozumienia, a mimo to wciąż są razem, bo trzyma ich fantastyczny seks. Od tego, jak układa się życie seksualne, zależy nasze nastawienie do świata. Jeśli seks nie przynosi satysfakcji, jesteśmy nieszczęśliwi, smutni, a nawet agresywni. Mnie ta dziedzina życia sprawia wiele radości i uważam, że powinno się do niej podchodzić normalnie, publicznie dyskutować na ten temat, jak na każdy inny.

6. Ktoś napisał o pani „rozpustna anielica". Podoba się pani ten przydomek?

STANKIEWICZ; Jest dowcipny i trafny. Nawiązuje do moich niedawnych „świętych piosenek", które wciąż śpiewa młodzież idąc na Jasną Górę. Każdy z nas ma w sobie tyle z diabła co i z anioła. Jesteśmy wstrzemięśliwi, to znów wyuzdani. Dobrzy i wyrachowani, łagodni i gniewni. Nie ma ludzi jednowymiarowych. Ja w każdym razie na pewno taka nie jestem. Lubię różnorodność, ruch i pęd do przodu.

7. Na estradzie pokazuje pani bardzo dużo ciała. Czy świadomość, że mężczyźni patrzą na panią nie jak na piosenkarkę, lecz jak na kobietę nie jest krępująca?

Też coś! Uwielbiam to. Lubię czuć na sobie męskie spojrzenia. To bardzo przyjemne. Każda z nas to lubi. Chcemy być seksowne i za wszelką cenę staramy się podobać. Dopóki czuję na sobie aprobujące męskie spojrzenia, jest mi wspaniale. Myślę, że kiedy przestanie mnie to bawić, będzie to znaczyło, że się zestarzałam, albo, co gorsza, umarłam. Wciąż uwielbiam flirtować. To taka cudowna gra, w której nie ma wygranych i przegranych. Oczywiście pod warunkiem, że się wie, kiedy zabrać zabawki i iść do domu...

8. Czy poza sceną nosi się Pani równie seksownie?

Na co dzień wybieram strój praktyczny, wygodny. Przyznam jednak, te mam pewną kosztowną słabość: uwielbiam luksusową bieliznę. Pod dżinsami i sportowym swetrem noszę zawsze coś prostego, lecz wytwornego - najlepszych światowych firm. To właśnie bielizna wydobywa z nas kobiecość. Chłodny dotyk satyny działa niewiarygodnie. Zawsze kojarzy się z pięknym seksem. Niby nieocze- kiwanym, ale przecież dokładnie zaplanowanym. Często po pracy wracam do do- mu razem z moim mężem. Przepychamy się przez zakorkowane ulice, coś mu tam opowiadam... I nagle, na przykład na światłach, przyłapuję go na tym, że patrzy na ten mój zwykły sweter. Wiem, co pod nim widzi i czuję, że tak samo jak ja nie może się doczekać, kiedy będziemy w domu. To jest właśnie część mnie. Mój znak i kod, że zawsze mam na niego ochotę. Może dlatego już szesnaście lat tak świetnie się ze sobą bawimy. Chyba każda kobieta powinna mieć taki indywidualny wabik na swojego mężczyznę. Niekoniecznie musi to być mini.

9. Plotka głosi, że rozbiła Pani poprzednie małżeństwo swojego męża.

Nikt nie rozbije kochającego się, szczęśliwego małżeństwa. Miłości siłą nie zatrzymasz. Sławka istotnie poznałam, kiedy formalnie był jeszcze żonaty, lecz uczuć tam już nie było. W miejscu tamtej miłości pozostało coś równie cennego, a mianowicie przyjaźń. Sławek utrzymuje ze swoją pierwszą rodziną bardzo serdeczny kontakt, bo uważa, że nie zostawia się za drzwiami iluś tam razem przeżytych lat. Zwłaszcza jeżeli jest dziecko, które się bardzo kocha.

10. Czy łatwo być Pani mężem?

Nie sądzę. Nie jestem małą kobietką u boku swego mężczyzny. Jestem niezależna i chyba dość kapryśna - realistka mocno chodząca po ziemi. Bardzo wymagająca, tak od siebie jak i od innych. Gdy jestem przemęczona, potrafię być naprawdę paskudna. Zawsze jednak jestem prawdziwa. Nie oszukuję, nie ra- nie i umiem się dostosować do potrzeb partnera. Mimo swego realizmu od innych oczekuję romantyzmu. Mój mąż mi go daje. Jest czuły, tkliwy i za to poszłabym za nim nawet do piekła!

11. Czy Pani zdaniem zdrada przekreśla małżeństwo?

Na szczęście nigdy nie mieliśmy takiego dylematu. Jeśli przydarzyłoby się to mojemu mężowi - nie jestem pewna czy chciałabym o tym wiedzieć. Bo przecież w małżeństwie oczekujesz szczerości, ale i poczucia bezpieczeństwa. A gdy dowiadujesz się o czymś takim, nie czujesz się już bezpiecznie, myślisz, że może się powtórzyć. Czasem warto się zastanowić czemu doszło do zdrady? Może to w nas tkwi wina, że ktoś uciekł w ramiona kogoś innego? Zdrada może mieć wpływ oczyszczający. Jest punktem wyjścia do długo odkładanej, poważnej rozmowy. Niełatwo przeżyć ze sobą kilkadziesiąt lat i oprzeć się wszystkim pokusom. Od zdrady o wiele gorszy wydaje mi się brak uczuć. Umiałabym chyba zostać z mężczyzną, którego przyłapałabym na zdradzie. Z tym, który przestał mnie kochać - na pewno nie.

12. A więc jednak miłość jest ważna, nawet dla kapryśnej, flirtującej realistki uwielbiającej seks?

Dobrze, że zadała Pani to pytanie, bo umknęłoby nam, że ja seksu bez miłości nie uznaję. Żyłam przez pół roku w Paryżu. Z Francją kojarzy mi się brak prawdziwych mężczyzn. Brak uczuć, sama fizjologia. Piękne opakowanie, a w środku pusto. I dlatego nie przyjęłam nawet propozycji małżeństwa. Śpiewałam w klubie nocnym stylizowanym na rosyjski. Francuzi kochają wszystko co rosyjskie. Śpiewałam oczywiście rosyjskie romanse. I on, bardzo bogaty, młody i przystojny, codziennie przychodził mnie oglądać. Nie zgodziłam się wyjść za niego, bo nigdy nie wyszłabym za mąż bez miłości.

13. Skoro nie Francja, to jaki kraj kojarzy się Pani z miłością?

Oczywiście Kuba! Wspaniała, gorąca, żyjąca słońcem, miłością i wodą. Byłam tam adorowana, choć przecież nie mieszczę się w stereotypie Słowianki. Jednak Kubańczycy dostrzegli we mnie egzotykę i szaleli za mną. Ja im za to śpiewałam najpiękniej jak umiałam i dlatego pewnie zdobyłam pierwszą nagrodę.

14. Jak odnajduje się Pani w nowej rzeczywistości, w której niełatwo jest być artystą?

Przechodzę na kapitalistyczny sposób myślenia. Nie czekam pod telefonem na propozycje. Sama przejmuję inicjatywę. Nastały czasy bardzo komercyjne, więc dla mało wszechstronnego artysty niebezpieczne. Trzeba próbować wszystkiego. Ja się nie zastanawiam, jak określić muzykę, którą wykonuję. Nie śpiewam dla kolegów artystów - jak to jest u nas w modzie. Śpiewam dla publiczności, która, jak myślę, słucha mnie chętnie.

15. Całe to zamieszanie było więc po to, żeby zwrócić na siebie uwagę?

Nawet gdyby tak było, nie widzę w tym nic złego. Na całym świecie artyści prowokują, bo chcą być dostrzeżeni. Sabrina nie ma głosu, ale śpiewa, ponieważ umie ładnie kręcić tyłkiem. Od myślenia za nią i robienia dobrych efek- tów dświękowych są inni. Madonna rozbiera się, choć jest niezgrabna i produku- je coraz bardziej erotyczne teledyski. Ja zawsze byłam niepokorna i ciągle szukam czegoś nowego.

16. Skoro mówimy o kapitalizmie, zapytam o pieniądze.

Pracuje się po to, żeby zarabiać. Ale śpiewam też charytatywnie, na rzecz niepełnosprawnych. Robię to często i z prawdziwą przyjemnością. Jednak za- wodowo nosa nie wychylam z domu, jeśli mi ktoś dobrze nie zapłaci. Po prostu cenię swój czas. Sukces bierze się głównie z ciężkiej pracy. żyję przede wszystkim z koncertów. Dziś ludzie nie mają tyle pieniędzy co kiedyś. Potrzeba znacznie więcej zabiegów i pomysłowości, żeby zdobyć widza.

17. Dlaczego sięga Pani po skrajne rozwiązania. Czy to oznacza karierę za wszelką cenę?

Lubię być trochę inna, choć jednocześnie modna. Najtrudniejsze w tym zawodzie są chwile ciszy. Każdy się ich boi. We współczesnej rozrywce miernikiem sukcesu jest ilość i jakość propozycji, które piosenkarz otrzymuje. Różnorodność pozwoli obronić się przed zaszufladkowaniem krytyków i znudzeniem publiczności. W Polsce nie było dotychczas prawdziwego rynku muzycznego, nie my ślano więc o piosence w kategoriach biznesu. To się oczywiście musi zmienić. Na całym świecie rozrywka jest najbardzej dochodowym interesem.

18. Czemu więc nie nagrywa Pani nowych teledysków? Mało ostatnio widać Panią w telewizji.

Bo, jak mi powiedział pewien biznesmen z pierwszych stron gazet, nie wiem komu dawać dupy. Jemu w każdym razie nie dałam, więc mściwie zaczął lansować inną Panią. Rozumiem, że moje erotyki mogą się nie nadawać na antenę. Ale mam piękne bajki i kołysanki dla dzieci. Na koncertach są pełne sale, kasety sprzedają się świetnie, a w telewizji brakuje dziecinnych programów. Zaproponowałam te utwory i odmówiono mi.

19. Czy rzeczywiście tak trudno dostać się na antenę radiową czy telewizyjną, jeśli ma się naprawdę coś do zaproponowania?

U nas ciągle jest kapitalizm w socjalizmie. O tym, kto i ile ma śpiewać decydują ci sami ludzie co dawniej. Moje pokolenie nie ma nic do gadania. Małe grupy przesądzają o dużych sprawach. Kto dawno temu zaistniał, jakoś się trzyma. Ale co mają powiedzieć ci, którzy dopiero zaczynają? Jeżeli obok telewizji państwowej nie będzie ogólnopolskiej prywatnej, nic się nie zmieni. Musi zaistnieć normalna, zdrowa konkurencja. Coś tam na szczęście zaczyna drgać.

20. Czy śpiewa Pani „do kotleta"?

Na całym świecie największe gwiazdy, oprócz koncertów w miejscach specjalnie do tego przeznaczonych, śpiewają w ekskluzywnych lokalach. Nie można tak z pewnością nazwać hotelowych restauracji w Polsce, ale też i nie ma u nas prawdziwych gwiazd. Przecież wiadomo, że wszyscy moi koledzy po fachu zarabiają w ten sam sposób. Tyle że wyjeżdżają do Pcimia czy innej Koziej Wólki, żeby nikt nic nie wiedział. Popularne „kotlety" za oceanem określają elegancko jako „tournee po Stanach". A propos - właśnie za miesiąc wyjeżdżam na takie „tournee". Tyle tylko, że śpiewaniem będę zbierać pieniądze dla dzieci z porażeniem mózgowym.