Danuta Stankiewicz

Ma na swym koncie ponad dwieście programów telewizyjnych i audycji radiowych, 13 płyt solowych. Bywała na audiencjach u Prymasa Józefa Glempa, wręczała swoją płytę papieżowi, a także jako Lolita szokowała źrodowisko zabawnymi bajkami dla dorosłych. Danuta Stankiewicz jest artystką nieprzewidywalną, o czym najlepiej źwiadczy jej ostatnie wielkie przedsięwzięcie. Spektakl piosenek żydowskich pod tytułem Blask, którego galowa premiera odbyła w Teatrze Żydowskim.

Pomysł zrealizowania spektaklu powstał już ponad 5 lat temu. Głównym jego inspiratorem był bliski przyjaciel mojego ojca. Żyd, Michał Mosze Chęciński, który wyjechał z Polski w 1968 roku. Przeżył holokaust, getto łódzkie i zawsze prosił, abym coź zrobiła dla kultury polskiej i żydowskiej - mówi Danuta Stankiewicz - Miałam szczęście, że napisania scenariusza i reżyserii podjęła się Lena Szurmiej. Od dawna chciałam z nią pracować. Nie sądziłam jednak, że kiedykolwiek będzie to możliwe. Teraz po latach okazało się, że „nadajemy na tych samych falach".

Spektakl, spełnienie marzeń pani Danuty, możemy oglądać dzięki finansowemu wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, a biorą w nim udział polscy i żydowscy artyści, ośmioosobowy zespół muzyczny z Lublina “Va Banque”, grupa klezmerska, czterech tancerzy i czteroosobowy chór. Dobór utworów źwiadczy o dużym wyczuciu połączenia dwóch kultur polskiej i żydowskiej.

Zaproszenie na premierę przyjęto siedem ambasad, politycy, artyźci, źrodowiska żydowskie, fundacje. Ludzie różnych wyznań, poglądów, pochodzenia i wieku. Ale sztuka zawsze była i jest ponad podziałami.

Artystka wykonuje 14 piosenek i choć przebiera się tylko pięć razy, w każdej piosence zmienia się jak kameleon. Podczas jej występu niejednej osobie zakręciły się w oczach łzy wzruszenia, w myźlach wielu powróciły obrazy, które dziź istnieją już tylko w ich pamięci. - Mam nadzieję, że widz będzie umiał odczytać przesłanie spektaklu, szczególnie dzisiaj, kiedy stała się popularna muzyka źródeł, muzyka etniczna, klezmerskie rytmy, nie powinno to być zaskoczeniem - mówi Lena Szurmiej. - Kiedy Danka Stankiewicz przyszła do mnie z propozycją zrealizowania spektaklu, była źwietnie przygotowana, wszystko miała „zapięte na ostatni guzik" - źmieje się Lena Szurmiej. I dodaje: - Chwilami trzeba było pilnować artystów, aby nie ulecieli w przestworza, jak postaci z obrazów Chagala. Cieszę się, że ta nowatorska opowieźć muzyczna powstała w Polsce. Myźlę, że nadszedł czas, by mówić o sprawach ludzi prostych i dobrych. Abyśmy mogli się odnaleźć - dodaje reżyserka.

Danuta Stankiewicz, która przez lata przyzwyczaiła swoich fanów do kolorowych paznokci, ekscentrycznych strojów, żywiołowego bycia na scenie, w Blasku jest nostalgiczna, stonowana, liryczna i pełna powagi.

Ale chociaż przy blasku szabasowych źwiec piosenkarka już nie szokuje, a przeciwnie - wzrusza do łez, to jednak me byłaby sobą gdyby... zrezygnowała ze swojej słynnej już wielokolorowej fryzury, która zdążyła się zamienić w znak firmowy. - Zawsze mówię, że szaleni, nie bojący się słów krytyki, obgadywania mogą być tylko ludzie, którzy nie mają nic do ukrycia. A ja naprawdę nic nie mam. Jestem szczęśliwą matką dwojga dzieci, żoną zakochaną w swoim mężu. Ponieważ w moim życiu prywatnym wszystko jest w porządku, więc na scenie mogłam być Lolitą, tym bardziej że jestem nią tylko na scenie. W domu gotuję, prasuję, sprzątam, sprawdzam dzieciom lekcje. Jak wszystkie matki w Polsce i na świecie.

- Już kiedyś mówiłam i powtórzę to raz jeszcze: można szaleć, jeśli się jest bez skazy. Pewnie zabawnie to brzmi, ale to szczera prawda.

Spektakl Blask jest już wykupiony za granicą (na kilka miesięcy naprzód), choć być może w rodzimym środowisku artystycznym nie u wszystkich będzie budzić aplauz... - Nie narodził się jeszcze ktoś taki, kto wszystkim by dogodził - stwierdza piosenkarka. - Ale jeżeli nasza praca budzi nawet skrajne oceny, to bardzo dobrze. To oznacza, że jestem bardziej twórcza. Najgorsza jest obojętność. Poza tym nie odcinam się od tego, co wczeźniej robiłam. Zawsze interesowały mnie zjawiska społeczne będące tabu, a takim właśnie zjawiskiem jest znikoma znajomoźć kultury żydowskiej w Polsce.

Okazuje się, że wróżka, która niegdyś Danucie Stankiewicz rzekła: „Ta mała nie przejdzie przez życie niezauważona" - miała rację. Artystka deprawowała (?), szokowała, dziś wzrusza i zmusza do myźlenia. Ale zawsze pozostaje sobą. Dochód z Blasku organizatorzy i realizatorzy chcą przeznaczyć na budowę Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie.